Posty

Telefony w mojej głowie

Nie było dnia żebym nie natrafiła na człowieka, który prawie się zabił o własny telefon, tudzież mógł uszkodzić komuś 70% ciała.

Bo zupełnie niechcący chciał skorzystać z nadarzającej się okazji...

Bo jechał na rowerze i pisał smsy i jakże mocno był zdziwiony, gdy nagle wyrósł przed nim inny człowiek. Tak na wysokości kierownicy owy intruz wylazł z głębin piekielnych zapewne. To trza go tam zawrócić.

Bo szła z wózkiem i pisała smsa i nagle wózek ten, co to w nim znajdował się jej DRUGI największy skarb, dokonał mocnego potknięcia. Takiego kwalifikującego na zaniedbanie wychowawcze i minimum 10 lat odsiadki.

Bo jechał autem i dostał wiadomość na fejsie i musiał ją przeczytać i na nią oczywiście odpisać też musiał. W innym przypadku ciężka choroba by go dopadła. Jak wiadomo w przypadku niektórych ludzi stan podgorączkowy kończy się śmiercią. Podobnie jest z kimś, kto wpadnie pod koła rozpędzonego pojazdu, którego kierowca zaoferowany jest odpisywaniem na maile.

Bo...i można tak jeszcz…

Uśmiechu brak bo tak

Weszłam do sklepu, potem do warzywniaka, do piekarni i do apteki jeszcze weszłam. Zakład pogrzebowy pominęłam.
Nawet pół kilo uśmiechu nie dostałam, a dawałam go od siebie naprawdę dużo. Bo przy zamawianiu bekonu, podczas ważenia ogórków kiszonych, przy kupowaniu chleba i dowcipnych tabletek też.
W odpowiedzi dostawałam minę pt. " weź się zachowuj".
Mam wrażenie graniczące z pewnością, że gdy na ulicy obcy człowiek się do nas uśmiechnie, to: ALBO chce nam sprzedać komplet nierdzewnych noży tudzież garnków
ALBO chce nam przelecieć męża/żonę/kota
ALBO chce nas okraść.
Jakieś inne ALBO też bym znalazła. Te są na potrzeby wpisu.
I taka mnie refleksja sobotnia naszła...
O chuj kaman? Będąc dzieckiem, nie mieliśmy(w większości przypadków myślę) problemów z wyrażaniem swoich uczuć poprzez śmiech.
Będąc dzieckiem śmieszyło mnie to, że mogłam bawić się papierowymi lalkami, które sama wycięłam. Inna sprawa to to, że lalki owe bardziej dwunożne krzyże przypominały. To i śmiać się z cz…

35

Dziś kończę 35 lat. Tylko peselowo, bo mentalnie to jakieś dwadzieścia, aczkolwiek mamusia uważa, że dwanaście. 
Wstałam w południe, puściłam sobie Rysia Rynkowskiego i od razu jakoś tak się na moim serduszku lepiej zrobiło. Uśmiechnięciej i w ogóle.  Oczywiście jak to zazwyczaj bywa w przypadku takich różnych okazji, człowiek robi rachunek sumienia...co zajebał, a co mu w życiu wyszło na ten przykład.
Zajebałam kiedyś ze sklepu paczkę gum, a miałam wtedy może dziesięć lat. I zdecydowanie nie wyszło mi to na dobre. Brzuszek bolał, bo zeżarłam całą paczkę zanim ją dobrze wyjęłam z papierka.  Wyszło i wychodzi mi natomiast wszystko. Nawet to, co z pozoru można by rzec nie powinno mieć miejsca, ale jako, że się dzieje, to uważam to za oczywistość, która winna się zdarzyć. I zawsze to co początkowo wydaje się złe, przerobię na dobre.  Ot, taki paradoks. 
Nie żałuję niczego, absolutnie niczego. Wstaję rano po to, aby zakończyć dzień z jak najlepszym wynikiem. No dobra, wyjątkiem są 3-4 dn…

Czerwone i nie-czerwone

Jest to zdanie moje i może też Twoje. Twoje już niekoniecznie.
Doszłam do wniosku, że sławetne czerwone paski są do dupy, tudzież do spodni.
Ale jeśli już jesteś rodzicem dziecka, które taki pasek na świadectwie ma, to musisz pękać z dumy. Brawo! Masz do tego pełne prawo. I przysięgam na wszystkie moje buty, że nie jest to wpis ociekający zazdrością.
Mam tylko nadzieję, że order ten nie jest opity potem i łzami zwycięzcy, który każdą przyniesioną do domu czwórkę, bo broń cię Panie Boże nie trójkę, musiał w trymiga poprawiać na piątkę, coby się końcowe świadectwo prezentowało dostojniej, atrakcyjniej, wybitniej, ładniej i tym podobne.
Czemu i dlaczego uważam, że istnieje takowe prawdopodobieństwo?
Nie tak dawno byłam świadkiem sytuacji, kiedy to chłopiec, lat naście, wychodził ze szkoły z mamą, i rodzicielka owa wykazywała się miną strasznie nietęgą. I nie dlatego, że w ten piękny, upalny dzień padał deszcz. Powód zgoła inny był.
Stała nad synem niczym kat nad swoją ofiarą i wymierzał…

Sobota, niedziela i poniedziałek - wspomnień czas

(Rzecz działa się kilka miesięcy temu)

Sobotnia impreza nie przeciągnęła się do dziś. Są tacy, a raczej takie, co to czytają tego bloga i mogą potwierdzić moje zeznania.
Ogólnie było dużo wszystkiego, łącznie z obciąganiem. Tyle, resztę zabieram do grobu.

I nie, nie było to spotkanie swingersów.

ALE poza konkursem, to chciałabym jeszcze króciutko w temacie mojego zachowania się wypowiedzieć/wypisać. Mianowicie mnie to nie powinno się podlewać alkoholem i wypuszczać do ludzi. Bez wódki jestem śmiała jak dziwka z burdelu, a po niej to już mogłabym kandydować na prezydenta świata. I jestem kurwa pewna, że odniosłabym zwycięstwo w pierwszej turze!

Wyobraźcie sobie sytuację.

Siedzi przy barze para, są tak blisko siebie, że jego ręce z braku możliwości wykonania innego manewru znajdują się albo na jej tyłku, albo na biodrach, albo na plecach. Niekiedy dotykają szyj, twarzy. Robią to w sposób tak kurwa magicznie podniecający i delikatny i czuły i zarazem pruderyjny, że ja zamiast rozmawiać …

Wieczorne pieprzenie

Kiedy tylko mam wolny dzień, albo i dwa dni, to całkowicie zanika we mnie odruchu pracowitości. Mogłabym wtedy zgnić w łóżku i byłoby mi z tym cudownie i wspaniale.
No może ten rozkład mógłby odbywać się w asyście mandarynek, pierogów, ryby po grecku i makowca, coby bardziej świątecznie się poczuć.
Zgniłą magią ociekać...i tłuszczem też.

Mało kiedy miewam dwa leniwe dni, tak jeden po drugim, przytulone do siebie. I naprawdę, o ile jeszcze po pierwszych 12-nastu godzinach wiem co mam z tym zrobić, tak z każdą kolejną minutą ogarnia mnie jakieś takie poczucie niedojebana (to że dosłownie, to już swoją drogą, tym razem jednak, chodzi mi bardziej o emocjonalny aspekt zaistniałej sytuacji).
Czuję się wtedy tak, jakbym miała jakieś robaki w dupie i nie mogę usiedzieć w miejscu .

(a może to znak, że trza spojrzeć na kupę pod kontem owsików?)

I sobie wtedy myślę o różnych sprawach.

Ostatnio o tym, że w dniu mojego pogrzebu to może być całkiem zabawnie, bo mam zamiar zostawić list pożegnalny. …

Kazimierz(z)Dolny

Jest takie miasteczko, które zawładnęło moim sercem absolutnie. Zajebiście mocno. To Kazimierz nad Wisłą.Pierwszy raz byłam tam na wycieczce szkolnej, jakieś milion lat temu. Dodatkowo moja choroba lokomocyjna słabo wpłynęła na ogólny odbiór, więc z tamtego okresu pamiętam jak przez mgłę rynek ze studnią i reklamówki do rzygania.
A nie, wróć! Pamiętam też, że zostałam wystrojona na ten wyjazd w zajebisty, kreszowy dres z dwoma paskami. W połączeniu z moimi piegami prezentowałam się w chuj szykownie.Wybrałam się do Kazimierza jakiś czas temu. Nie dość że wyrosłam z choroby lokomocyjnej (o ile jestem kierowcą lub pasażerem, bo siedząc na tylnym fotelu dalej jest słabo), to ubrana byłam też jak człowiek, i od razu zwiedzanie nabrało dla mnie innej wartości.Jejku, jakie to pięknie miejsce!
Klimatyczne, spokojne, ciche. Byłam tam pod koniec września, więc tłum turystów zdążył się mocno przerzedzić. Pogoda absolutnie sprzyjała, można było zatem cieszyć oczy tym, co natura stworzyła.Na spółę…

Świecie mój, w co ty qrwa grasz?

Psychika człowieka kształtuje się od najmłodszych lat. Rodzice, przedszkola, szkoły ....właśnie te szkoły...relacje międzyludzkie, a raczej międzydziecięce są tam zawierane.
I albo, albo...będziesz wspominać czasy szkolnej ławki z rozrzewnieniem i cudowną melancholią, albo co noc będziesz śnił o tym, jak wchodzisz tam z Mossbergiem i strzelasz.
Ani razu nie pudłujesz. 

Czasem te sny się sprawdzają.

Jak łatwo jest przypiąć komuś łatkę, bo ktoś inny miał taki kaprys. Jak łatwo jeden ośmiolatek może zniszczyć życie swojemu rówieśnikowi. 
Za łatwo. 
Byłeś klasowym odrzutkiem czy raczej tym, o którego przyjaźń zabiegali wszyscy? 
Jeśli byłeś tym pierwszym i masz swoje dzieci, to pewnie boisz się o to, aby i one nie doświadczyły podobnego życia. Szykanowania, opluwania, popychania, odtrącania. Nie ma na to tarczy ochronnej, bo atak następuje z każdej strony. Świetnie jeśli dawałeś sobie radę i w wieku lat kilkunastu miałeś wyjebane na całe towarzystwo, które upatrzyło sobie Ciebie jako ofi…

Gdańsk vol 2, czyli jak pić, żeby nie trzeźwieć

Pisałam jakiś czas temu, że wybrałam się na wycieczkę do Gdańska, do mojej kumpeli Agi.To teraz napiszę, jak było na miejscu.Najpierw jednak, w ramach biforka, odwiedziłam inną koleżankę w Tczewie.
Kama odebrała mnie z dworca i zaprowadziła do domu, pod bardzo wygodny prysznic. Zdecydowanie było to najlepsze co mogła dla mnie uczynić tego ranka, bo szybkie lufy w pociągu potargały nie tylko moje włosy, ale i osobowość.
Koniec końców trzeba było się jakoś naprawić. Później było śniadanie, którego bardzo potrzebowałam do podtrzymywania dalszych funkcji życiowych. Kama podała wino do tego śniadania.
Godzina 9 rano, ona macha korkociągiem, ja patrzę na to wszystko błagalnym wzrokiem i mówię, że niekoniecznie dobrym pomysłem jest picie wina tak wcześnie rano, że może lepiej kakałko jakieś by zrobiła, herbatkę z cytrynką może?
Popatrzyła na mnie jak na ćwierć mózga i usłyszałam staropolskie i magiczne:
-Co? Ze mną się nie napijesz?
Wołanie o litość, które wręcz wyzierało z moich oczu, na ni…

Za moich czasów

Kiedy te słowa wypływają z moich osobistych ust, tudzież klawiatury, to czuję się tak, jakbym do przedszkola chodziła z dinozaurami...jednak za momencik przychodzi olśnienie. Przecież ja do przedszkola nie chodziłam wcale i tym samym nie dotknęła mnie trauma leżakowania czy też jedzenia rzeczy na które nie miałam ochoty. No dobra, z tym drugim to może tak do końca nie było, bo KAZALI mi jeść mięso w domu. I to zielone z zupy też.

Dziecięce czasy spędziłam wisząc do góry nogami na drzewie. W spodniach na dupie oczywiście, bo założenie sukienki ciężko godziło w mój honor i moje majtki i nie można było wykonywać piruetów na gałęziach ponieważ kiecka się plątała między kolanami .
Spędziłam dzieciństwo z rok młodszym bratem - cieniem, którego serdecznie pozdrawiam i naprawdę bardzo się cieszę, że go wtedy nie zabiłam albo nie utopiłam w pobliskim bagnie. Okazji było naprawdę mnóstwo, w zasadzie to z trzy dziennie.
Niemniej jednak wspólnymi siłami doprowadzaliśmy pół okolicy do kurwicy serc…

Publiczna być postanowiłam

Jeśli ktoś ma ochotę, to zapraszam do paska menu bocznego i chodźcie na mojego Babsztylowego fejsbuka. A teraz może ktoś mi podpowie jak w czeluściach internetowych znaleźć ,,fajne,, (to są kapcie) blogi? Jak na nie trafić? Mapę ktoś ma?
Na bloxie (świeć Panie nad jego duszą) były katalogi, działy i tematy. Żeby się tam zgubić to wymagało nie lada umiejętności...
Chciałeś upierdolić na obiad coś zjadliwego? Żaden kurwa problem, dział kulinarny Ci w tym pomógł.
Chciałeś oblać spermą ekran monitora/ telefonu (owszem, musiałam)? Dział ,,Only dla dorosłych,, i sprawa załatwiona.A tutaj to mam wrażenie chybił trafił takie trochę jest.

Plotka mejd maj dej

Zbieżność imion i nazwisk przypadkowa.

Kasia spotkała Basię i tak sobie rozmawiają.
- Słyszałaś, że u Rutkowskich dom się spalił? - O matulko! Nie, nic nie wiem.  - On wylądował w szpitalu z lekkimi poparzeniami, a ona siedzi teraz z dziećmi u swoich rodziców. Poszło o niedopałek chyba. - Skąd to wszystko wiesz? - No jak to skąd? Mój Krystian zna policjanta, który spisywał zeznania Joli Rutkowskiej. No to wiem przecież jak było nie. Ten policjant, Tomek, powiedział, że ta Jolka to fajna babka jest i gdyby była sama, to by się za nią zabrał. - Ech te chłopy. - Dokładnie, taka tragedia, a oni tylko o jednym.
Basia tego samego wieczoru spotkała Kingę.
- Kinga, ty wiesz co za tragedia u Rutkowskich się wydarzyła? - Ano coś tam słyszałam, że dom się im spalił tak? Podobno on usnął z papierosem. W ostatniej chwili strażacy ich uratowali. - Jego zawieźli do szpitala, a ją zabrali rodzice. Kaśka Polasińska mi o tym mówiła. - A nie policja ją tam zawiozła? Tak słyszałam. - No tak, ten Tomek, k…

Pojechałabym do Gdańska...

Zachciało mi się pojechać na kilka dni do mojej kumpeli Agaty (jeśli to czytasz, to pozdrawiam Cię najserdeczniej i w ogóle)!
Mieszkała ona w Gdańsku.Było to w czasie, kiedy mój portfel mimo ogromnej pojemności i takich samych możliwości, świecił pustkami. Zamiast więc jechać autem, wsadziłam dupę do pociągu i w taki oto sposób przedostałam się z Łodzi do Gdańska.
W sumie to najpierw do Tczewa, do innej koleżanki. U niej też był alkohol, czyli tematyczna ciągłość wycieczki została zachowana.Przerośnięty tramwaj wiózł dzieci na wakacje, rozpostarła się zatem przede mną nader cudowna wizja podróżowania w okolicznościach toalety, bo większość przedziałów miała już swoich lokatorów. Niektórzy poukładali się piętrowo. Nie był to szczyt moich marzeń. Ogólnie jazda pociągiem niespecjalnie mnie kręciła, a jazda w okolicach pociągowego kibla to już wcale.
No ale tak sobie wymyśliłam.
Stoję na korytarzu i dumam, że może jednak znajdzie się jedno malutkie, szczuplutkie miejsce, na którym posadzę…

Fenomen zajebistości w oczach ludu

Strasznie modne zrobiło się ostatnio ukierunkowywanie ludzi w kwestiach życiowych. Za kasę afkors. Ot, takie szkolenia z bycia pewnym siebie.

(De)Mentorzy mówią jak żyć, jak nie żyć, z kim przybijać piątki, komu sprzedawać kopa w dupę, co robić, żeby było lepiej. Oraz inne przepisy na sukces też sprzedają.
No aż włosy od tego wszystkiego stają dęba. Na dupie też.

Każdy z tych trenerów życiowych, bo pojęcia nie mam jak się fachowo nazywają, ma coś do powiedzenia. Moim zdaniem to on (ten mądry dzięki kursom u innych mądrych) mówi dokładnie to samo, co dziesięciu jego poprzedników, tylko z innych wyrazów bliskoznacznych korzysta. ALE każdy z nich uważa, że tylko on przekazuje swoje mądrości w sposób absolutnie indywidualny, tak bardzo adekwatny do jego porannej kupy, tak bardzo unikalny.

Obserwuję troszkę ten świat i przyznam z szacunkiem niekłamanym, że niektórzy wiedzą jak sprzedać Arabowi piasek na pustyni i sprawić, żeby tamten prosił o więcej. Marketing w wersji mistrzowskiej. Szanu…

Co ja mogę?

Nie tak całkiem dawno uświadomiłam sobie, że wszystko. Serio.

Kilka miesięcy temu moje życie wywróciło się o 180 stopni. Na każdej płaszczyźnie. Jednak zamiast wstawać dzień w dzień w opłakanym nastroju i ogłaszać całemu światu (czyli mediom społecznościowym) jak to mnie ciężki los chujowo potraktował i jak mi jest źle i jeszcze gorzej, to ja z momentem życiowego krachu, wcieliłam plan przyszłościowego sukcesu. Potrzebowałam do tego taczki, farby i dużo dobrej energii.
I to wszystko.
Nawet przez jedną, malutką, jebaniutką sekundę, nie pomyślałam, że cokolwiek może mi się nie udać. Gdybym tylko dopuściła do głowy te wredne myśli, to pewnie po drodze do sukcesu wszystko by się popieprzyło.

To tyle o moim planie.

Teraz będzie o tych, którzy swoim wszystko-wiedzącym ,,to nie ma szans powodzenia, to się bankowo nie uda,, działają bardzo kurwicogennie na układ nerwowy i tak samo skutecznie odwodzą lub zniechęcają do działań, że człowiek tak bardzo marzy o tym, żeby ich zniknęło z powierzch…

Bo jak mi się przyśni ten czas po seksie, to chcę seksu...

Świtało w szarym kolorze.

Można było się jeszcze leniwie poprzeciągać, pomruczeć. Można było jeszcze na chwilę zamknąć oko i wrócić do tego pięknego snu. Z nim, z jego ciałem, z jego śmiechem., z jego silnym i zarazem delikatnym dotykiem, z jego pocałunkiem na każdym centymetrze mojego ponętnego ciała. Tylko leżeć, nawet z zamkniętymi na klucz oczami.
Wdychać zapach jego skóry.

Świetne perfumy swoją drogą, Hugo Boss?

Przytulić się do jego nagich pleców, objąć w pasie, dłoń położyć na podbrzuszu i głaskać to miejsce z całym namaszczeniem.
Swoją drogą jak na mnie działa to podbrzusze, oj co ono ze mną robi...
I tylko tak leżeć.


Ech, że te sny na mają funkcji przewiń...

Od dupy strony

Od kilku lat, naszą narodową, nazwijmy to przywarą, jest stanie w pozycji na Smartfona. Wiecie jak to jest no nie?

Ma ona, ta pozycja, kilka odmian. Najsłynniejsze z nich to moim zdaniem od dupy strony i z cyckami na wierzchu. Chociażbym nie wiem jak bardzo chciała, nie wiem jak się wypinała, prężyła, wdzięczyła i członek jeden raczy wiedzieć co jeszcze robiła, to za nic w świecie mi takie zdjęcia nie wyjdą jak IM - specjalistom w tej dziedzinie.
I wcale nie uratuje mnie zawód fotografa, który wykonuję.

Za chuja predyspozycji nie mam w tej materii, zresztą ja to się nawet nie maluję, więc może tutaj leży sedno sprawy.
Mam uczulenie na wszystkie kosmetyki, nawet te, które mają w sobie antyalergiczne składniki. Jak tylko usłyszę od kosmetyczki, że jej tusz do rzęs mnie nie zabiję, bo nie wywołuje żadnej niepożądanej reakcji, to kicham ze śmiechu.
Wszystko mnie uczula, wszystko. No może poza wódką, ale to jest zupełnie inna kategoria życia. Kiedyś, podczas przygotowań ślubnych, na któryc…

Czy ten Pan i ta Pani?

Jakiś czas temu zaczęłam się zastanawiać nad tym, po co i dlaczego ludzie zwracają się do siebie oficjalną formą per Pani, per Pan?

Postawiłam sobie zapytanie, więc trza było dojść do wniosków pewnych, chociażby takich, że to nic innego, jak budowanie pomiędzy ludźmi dystansu, nieufności, ostrożności.

Mnie zupełnie inaczej pracuje się z kimś, do kogo mówię na ty, a inaczej z "panią czy panem". Najgorzej to jak owa pani se tego "panowania" życzy, poprawiając wcześniej kij w swojej szlachetnej dupie. I nie chodzi tutaj wcale o szacunek do osób starszych chociażby, bo taki można okazać, mówiąc do siebie po imieniu. Uważam raczej, że będąc na ten przykład w różnych sytuacjach, wymagających interwencji słownej, to nie powiemy:
-Proszę pana, czy ta rana zadana widłami w pańskie oko, to bardzo pana uwiera?
Myślę że będzie to coś bardziej w rodzaju:
-Heniek kurwa, oddychaj!

Zawsze jednak mogę się mylić, chociaż myślę, że wątpię.

Tyle razy mówię rodzicom, żeby dzieciaki mów…

Magia istnieje

Gdy w rękę wpadnie mi książka, ale taka dobra, taka pisana atramentem prosto z serca, to chociażbym miała skończyć ją czytać o 5 nad ranem i wstać godzinę później...to tak właśnie uczynię.
Jako nastolatka robiłam to w zasadzie nagminnie, więc wprawę mam dość mocną. No może wtedy mniej mnie plecy bolały. I wątroba, bo czytając książkę sączyłam herbatę, nie wódkę z sokiem grejfiutkowym.

Książki, to wiecie, świat magiczny jest, a moja osoba przekonała się o tym w wieku trzech lat. Dokładnie tyle miałam, gdy czytałam płynnie. Mój życiowy paradoks polega na tym, że do dziś dnia nie jestem w stanie nauczyć się zasad ortografii, stawiania przecinków w odpowiednich miejscach i innych moim zdaniem zbędnych pierdół, które są wytworem chorego systemu.

Z nieukrywanym entuzjazmem zabieram się za każdą lekturę, która wpadnie w moje ręce.  Później to na dwoje babka wróżyła, bo albo ją zjem od razu, albo po przeczytaniu kilku stronic odłożę żeby pająki sobie domek zrobiły. Tylko zastanawiam się wtedy…

Buty za papierosy

Nie palę już chyba 4ry lata.

A może i 5ięć.

Dobrze mi z tym.

Miałam świetną motywację, ponieważ za każdy miesiąc nie-mienia w gębie papierosa, postanowiłam kupować sobie nowe buty. Tak właśnie zrobiłam i sprawiło mi to niesamowitą radość. Jednak po kilku zakupionych parach okazało się, że zdecydowanie tańsze byłoby zachorowanie na raka płuc.
Już oczywiście zaprzestałam procederu kupowania, bo ile-qrwa-można-mieć-par-butów i gdzie je wszystkie trzymać?

Ale gdy uprawiałam nikotynowy styl życia, bywało tak, że zupełnie obcy mi ludzi, w chuj interesujący się moim tytoniowym życiem, bardzo zwracali uwagę na to, czego ja robić nie powinnam, bo za młoda jestem, mimo że pesel już dawno pełnoletni. To w sumie fajnie, że ktoś dbał o moje zdrowie. Wtedy tego nie kumałam.
Na ten przykład, stoję sobie kiedyś na przejściu dla pieszych, trzymam kiepa w gębie, czekam na zielone światło. Obok mnie przystaje starszy, z buzi dość sympatyczny pan, posiadający bankowo nieskazitelną opinię. Patrzy na mnie …

Moje życie erotyczne

Siedzimy w pokoju, światło jest przygaszone.
Mój facet obejmuje mnie ramieniem, jego silne, ale jednocześnie delikatne dłonie czule pocierają moje poliki, szyje, uszy, włosy i co tam jeszcze znajduje się w zasięgu jego rąk.
Jest to miłe.
Bardzo miłe i chcę, żeby trwało długo, a przynajmniej do momentu, aż mnie nie zacznie pieścić między nogami.
Patrzę na niego spod przymkniętych powiek i wolniutko rozpinam guziki koszuli.
Swojej.
Chcę to robić zmysłowo, tak, żeby każdy mój ruch wywoływał ból w jego kroczu.
I tak się dzieje, bo po jego minie widzę, że najchętniej to zerwałby ze mnie całe ubranie jednym pociągnięciem ręki. Jednak jakimś cudem się przed tym powstrzymuje, ja natomiast przyjmuję postawę kusicielki.
Wyrafinowanej.
Wiedzącej co robić.
Gdzie wkładać ręce.
Zostaję w samej bieliźnie. Specjalnie na taką okazję założyłam majtki z dziurą w kroku, żeby miał do mnie lepszy dostęp, żeby jego kciuk mógł mnie masować na długo przed wielkim finałem, żeby mógł mnie tam polizać.
On natomi…

Na fotelu u dentysty rzecz się dzieje (z archiwum bloxa)

Byłam wieczorem na "randce" u dentysty. Na wyrwaniu korzenia.
Siedzę sobie na korytarzu i mam opóźnienie takie godzinne...czuję się przez to, jakbym na wyrok czekała, tylko jeszcze szubienicy nie postawili, bo chyba z tartaku dopiero drzewo wiozą na jej budowę.
W końcu otwierają się drzwi i miły pan zaprasza mnie do środka:
-Dzień dobry
-Dzień dobry, przepraszam najmocniej za opóźnienie
-Luzik, jak tak sobie czekałam i czekałam, to tylko myślałam o tym, że mogłabym już być po...

Siadam na fotelu, dostaję śliniaczek pod szyję, na rozkaz mam otworzyć szeroko usta. No doprawdy, wolałabym to robić w zupełnie innych okolicznościach...

-Czy ja pana znienawidzę po tej wizycie?
Z naprawdę sympatycznym uśmiechem odpowiada:
-Zrobię wszystko, żeby tak nie było. Teraz dostanie pani zastrzyk, żeby znieczulić miejsce, które będę ciął i najprawdopodobniej kość też będę musiał przeciąć, bo niestety wdał się mocny stan zapalny
-A tnij pan, będę dzielna!

DOBRA, tak naprawdę wydałam z siebie o…

Kieckę na dupę włóż

Kto ma zawszę rację?
No kto?
Mamusia...

Mama zawsze mi mówiła, że kobiety to w sukienkach chodzą...jednak ja posiadałam inny plan i na swoje nogi i na całą kobietę. Miałam 9 lat, sto piegów na nosie, obdrapane kolana, łokcie i brodę. Całości dopełniały łobuzerskie kitki. Postanowiłam więc być chłopakiem. No nijak tutaj miejsca nie było dla sukienek czy innych spódniczek.

Do tego stopnia chciałam być tym facetem, że nawet próbowałam sikać na stojąco (znaczy się, podejmowałam ryzykowne próby kończące się olaniem siebie samej, bo ja z tych ludzi jestem, co to wszystkiego w życiu muszą spróbować. Seks z kobietą też przeszedł. A co? Bo jak sen to się nie liczy?...orgazm po przebudzeniu był w chuj realny, a prześcieradło mokre. Także jeden do zera dla Morfeusza).

Wyobraźcie sobie sami jaką ja traumę przeżyłam, gdy do komunii MUSIAŁAM iść w czymś, co nie ma połączenia pomiędzy nogami!

Dziś wspominam to ze śmiechem i radosnym "pfff". Jednak wtedy, gdy cały świat walił mi się na łeb …

Z okazji i bez okazji, życzę wszystkiego co powoduje uśmiech

Życzę Wam zdrowia i pieniędzy. W czeluści tyłka mam romantyczne frazesy o tym, że pieniądze szczęścia nie dają. Dają, wystarczy otworzyć moją szafę. Dział z sukienkami i półka z butami.
Na uroku osobistym człowiek daleko nie zajedzie. Życzę też awansów, podwyżek, większej odporności na kaca, uśmiechów, mniej wkurwiających ludzi na metr kwadratowy, pokory, szacunku, samozaparcia i dystansu - do lodówki też! I jeszcze spełnienia marzeń. Ale tego nie życzę. To sobie każdy sam może ogarnąć. :). Naprawdę.

Praskie klimaty

Dziś zabiorę Was w podróż po Warszawie.
Pozachwycamy się pięknem stolicy, przystaniemy na chwilkę i w niemym podziwie dla otaczającego nas świata, oddamy się refleksji.
Żartowałam.

Napisze Wam jak zawędrowałam na Pragę i Bazar Różyckiego.

Wcześniej jednak byłam w takim w członka lansiarskim miejscu, co to się znajduje przy samej Wiśle i pełno tam odkrytych kostek, puszapowych pośladków i smartfonów. Tego ostatniego to miałam wrażenie, że więcej nawet niż samych ludzi.
Potrzebne było mi pójście tam tylko po to, żeby zobaczyć kontrast dla odległego o zaledwie kilka kilometrów nieco bardziej "dzikiego" klimatu.

Na Bazar trafiliśmy niechcący...szukając go. No po prostu nagle się na nim znaleźliśmy, bo chcieliśmy gdzieś w spokoju machnąć po seteczce. Było tam mnóstwo podniszczonych budek, które pełniły funkcję mini sklepików. Ludzie już sobie poszli, więc nie było za bardzo na czym oka zawiesić...

No cóż.

Pochodziliśmy chwilę między tymi budami, wypiliśmy co było do wypicia i zab…

Czego ludziom brak?

Postanowiłam się ciut powymądrzać w temacie ludzkiej natury.

Bo mogę.

Jest to moje prywatne zdanie i Ty, drogi czytelniku tak naprawdę możesz się z nim albo zgodzić i przybić ze mną wirtualną piątkę, albo powiedzieć, że umyłam dziś rano głowę w kiblu i mnie posrało nieco.

No to w czym ja widzę te braki?

W dystansie.
Bo kurde mam takie odczucie graniczące z pewnością, że większość ludzi myśli, że dystans to się zdobywa podczas wyścigu jakiegoś. Że dosłowność pewnych zdarzeń lub słownych wypowiedzi, jest nie-do-pod-wa-rze-nia nawet przez łom.

W pokorze.
Absolutny brak posiadania własnych niedoskonałości. To uważam że jest dobre...tylko kurde, nie za dużo tych ideałów na świecie? Ja na ten przykład wiem, gdzie znajdują się moje wady. W kuchni. Staram się więc robić wszystko, aby mieć z nimi jak najmniej do czynienia i tym samym z ogromną pokorą omijam to pomieszczenie.

W ego.
To znowu czasem urośnie do tak niebotycznych rozmiarów, że człowiek zaczyna w lusterku widzieć pępek świata zamia…

Potrzebne pomysły (z archiwum bloxa)

Postanowiłam przejść się na zakupy. Coś mnie podkusiło żeby nie jechać autem, jak to zawsze dla wygody dupy robiłam.
No to poszłam.

Pada troszkę, zimno, do sklepu ponad kilometr. Dam radę przecież. Założyłam specjalnie na taką okazję majtki z symbolem Supermena!
Kupiłam co miałam kupić, zapakowałam wszystko do torby i wracam do domu.
Idę sobie i majtam torbą niczym Czerwony Kapturek koszyczkiem i nagle JEB. Reklamówka się rozerwała na wszystkie części świata. Zakupy oczywiście dokonały wyjebania.

A ja co?

A ja stanęłam i rzuciłam taką qrwą jego macią, że aż sama na chwilę zamilkłam w ogromnym podziwie, że ja tak mogę. Że aż tak umiem. Dodatkowo zaczęło jeszcze mocniej padać - no bo przecież musiało akurat wtedy. Czekało na to, aż mi się ta torba rozerwie i wtedy zaczęło. Bo nie mogło w czasie, kiedy już bym do domu weszła.

Myśl. Myśl. Myśl.

Objawienie. Przypomniał mi się jeden z moich najulubieńszych seriali z lat pryszczatej nastolatkowości -
Mag-gajwer!!!!!
Zdjęłam kurtkę, związałam…

Świecie mój (z archiwum bloxa)

Jestem sobie ja (jesteś sobie ty i jesteście sobie wy).
Szczęśliwy człowiek.Chociaż PODOBNO kobieta to nie człowiek. PODOBNO przeprowadzono kiedyś eksperyment. Drogą szła para płci obojga i wtenczas ktoś za ich plecami ryja drze w te słowa:
-Ej człowieku! Stój!
Odwraca się tylko mężczyzna.I są oni.
Nieszczęśliwi ludzie...bo ja jestem szczęśliwa.Paradoksy życiowe wypływają z każdej dostępnej dziury - interpretacja wedle uznania.Ileż to razy można w swoim życiu usłyszeć nieśmiertelne:"Bo ja na Twoim miejscu to bym zrobił inaczej"
Ale nie jesteś na moim miejscu i marnujesz tylko swoją cenną energię na to, co byś zrobił jako ja. Jesteś sobą, bo takie masz w tym życiu zadanie. Wywiąż się więc z niego jak najlepiej."Po co Ci ten tatuaż? Mnie się on nie podoba"
Ma prawo Ci się nie podobać, dokładnie tak samo, jak mnie ma prawo się podobać. I wcale nie muszę Ci się tłumaczyć i przekonywać, czemu go mam. A już bankowo nie muszę pytać się o pozwolenie na zrobienie go. Jest t…